"Ten ukochany"
Jeszcze kilka książek do torby i byłam gotowa do wyjścia do szkoły.
Kolejny szarawy dzień, jak to jesienią. Moim zdaniem to najgorsza pora
roku. Przychodzi zaraz po lecie i tak z dnia na dzień robi się coraz
zimniej.Dotychczas zielone drzewa, wyglądają jak patyki. Trawa, zawsze
zielona i pachnąca zamienia się w suchą i łamliwą. Wieje silny wiatr.
Byłam już pod szkołą, gdy wiatr zawiał mocniej i moja czapka poleciała razem z nim. Nic mi nie
pozostało jak pobiec za nią i ją złapać. Niestety jak zawsze miałam
pecha i czapka zaczepiła się na jednej z gałęzi drzewa. Była za wysoko
bym ją sięgnęła, a na drzewo nie wejdę, bo nie umiem. Najwyżej mnie
przewieje. Szłam korytarzem, po drodze mijałam znajome twarze. Nie byłam
lubiana przez innych. Nie lubię się malować, i nakładać tony tapety.
Podeszłam do swojej szafki i włożyłam książki zostawiając tylko te,
które przydadzą mi się na następnej lekcji.Zamykając szafkę ujrzałam
opartego o szafkę Kubę.
- Czego chcesz ?
- Niczego po prostu opieram się o szafkę.
Pewnie miał tylko
podejść i palnąć jakiś głupszy tekst. Zauważyłam że jego banda wychyla
się zza rogu śmiejąc się.
- Ale tak na serio może wyskoczymy gdzieś
kiedyś razem ?
- Nie dzięki nie jesteś w moim typie.
Poklepałam go po
ramieniu i poszłam pod klasę. Usiadłam koło mojej rozgadanej przyjaciółki Patrycji.
- Widziałam co się stało. Kuba znowu cię zaczepił. Czego chciał tym razem ?
- Chciał się ze mną spotkać, ale stanowczo odmówiłam, on nie jest w moim typie.
Kuba to szkolny flirciarz. Wszystkie laski ze szkoły na niego lecą
oprócz mnie i Pati. Lekcja angielskiego zleciała dość szybko, jak
następne lekcje. Po szkole razem z Patrycją miałyśmy iść do mnie do domu
i pooglądać kilka filmów. Niestety Pati coś wypadło i musiałam wracać
sama...


0 komentarze:
Prześlij komentarz